OFICJALNY PARTNER


Arytmetyka piłkarskiego cudu

autor: ewka, zredagował: admin, opublikowany: 17:28, 10.10.2009, czytany: 2019 razy

iThink

Gdybym nie wierzył w awans, nie podjąłbym się tej pracy - powiedział Stefan Majewski zapytany o to, czy w jego przekonaniu Polska ma jeszcze realne szanse na udział w barażach do mistrzostw świata 2010. Szanse wciąż są, ale... No właśnie, co musi się zdarzyć, żeby w środowy wieczór polscy piłkarze ciągle jeszcze pozostawali w grze, a kibice wciąż mieli nadzieję na wielką przygodę w RPA? A krócej i bardziej dosadnie - co musi się wydarzyć, żebyśmy mogli mówić o piłkarskim cudzie?

Warunkiem koniecznym, ale niestety niewystarczającym, byśmy mogli mówić o przedłużeniu szans, są dwa zwycięstwa w dwóch pozostałych meczach eliminacyjnych. Najpierw, w sobotni wieczór, trzeba pokonać w Pradze Czechów, a później, w środę, w Chorzowie, Słowaków. Może się jednak okazać, że skromne zwycięstwa nam nie wystarczą, więc w tym naszym "czechosłowackim dwumeczu" powinniśmy wygrać wysoko. Najlepiej bardzo wysoko. Może się także okazać, że i okazałe zwycięstwa nam nie wystarczą...

Niestety, nasze losy, jak to często bywa w przypadku piłkarskiej reprezentacji, zależą także od innych. Kolejny warunek konieczny cudu musi zaistnieć w sobotnie popołudnie. W Bratysławie Słowacja musi pokonać Słowenię. Im wyżej, tym lepiej. Nasi południowi sąsiedzi są bardzo zdeterminowani, ale... niestety dla nas remis także da im bezpośredni, upragniony, historyczny awans na mundial. Co gorsza - zdeterminowani są także ich rywale. Jeśli Słowenia wygra, to zachowa szanse na awans bezpośredni (a w takiej sytuacji będzie musiała liczyć na... Polskę), a jeśli zremisuje, a w środę wysoko (większą różnicą goli niż Czesi z Polską i Irlandią Płn. w obu meczach) ogra San Marino, to powalczy w barażach.

Tak więc jeśli Polacy prowadzić będą w sobotni wieczór z Czechami na stadionie Sparty w Pradze, to kibice coraz bardziej nerwowo spoglądać będą na wynik z nieodległej Bratysławy. Gdyby w sobotę dokonała się "połowa cudu", to potrzebujemy jeszcze powtórki w środę.

Zakładając, że Polacy wygrywają z Czechami, a Słowacy ze Słoweńcami, to sytuacja w grupie robi się przed ostatnią kolejką szalenie interesująca. Dla ułatwienia symulacji, przyjmijmy, że "połowę cudu" mamy za sobą... Polacy mają na koncie 14 punktów, tyle samo co Słoweńcy i Irlandczycy z Północy. Wybrańcy trenera Stefana Majewskiego mają różnicę bramek co najmniej plus dziewięć (może być większa, jeśli pokonają Czechów różnicą dwóch goli - to plus dziesięć, różnicą trzech - to plus jedenaście, itd.). Słoweńcy po porażce w Bratysławie mają różnicę bramek co najwyżej plus osiem (może być mniejsza, jeśli przegrają ze Słowacją różnicą dwóch goli - to plus siedem, jeśli różnicą trzech goli - to plus sześć). Irlandczycy z Północy z różnicą goli plus cztery są w trudnej sytuacji, gorszej niż Polacy.

W ostatniej kolejce Biało-Czerwoni wygrywają z pijanymi, ze szczęścia rzecz jasna, Słowakami, którzy przyjeżdżają do Chorzowa jako finaliści afrykańskiego mundialu. Wygrywają wysoko. I nasłuchują wieści z Serravalle, gdzie amatorzy z San Marino, którzy z Kielc wracali z bagażem 10 goli, walczą jak lwy ze Słoweńcami. Ale tam wcale nie musi być rzezi. Na własnym terenie ambitni studenci, urzędnicy, bankierzy, agenci ubezpieczeniowi, wspomagani listonoszem i kelnerem, osiągają przecież całkiem przyzwoite wyniki, bo dwu- czy trzybramkowe porażki za takie należy uznać. W tych eliminacjach San Marino przegrało na własnym stadionie 0:2 z Polską, 1:3 ze Słowacją, 0:3 z Czechami i 0:3 z Irlandczykami z Północy. Nie muszą zatem, jak widać, stracić worka goli ze Słowenią.

Przy korzystnych dla nas wynikach (wygrywamy ze Słowacją na tyle wysoko, że wygrana Słowenii w San Marino nie robi na nas wrażenia) rzut oka jeszcze na Pragę, gdzie Czesi nie mogą przegrać z Irlandią Płn. wyżej niż różnicą siedmiu goli. Rozważamy różne możliwości, więc i taką musimy wziąć pod uwagę...

Powiedzmy sobie szczerze - nakreślony powyżej scenariusz być może zainteresuje Janusza Zaorskiego, bo naprawdę trudno uwierzyć w to, że taki może napisać życie. Ale kto wie, może przyjdzie nam się miło rozczarować...

Urzędowy optymizm zachowuje trener Majewski. Dzień przed meczem z Czechami wierzy także Jakub Błaszczykowski. - To będzie bardzo ciężki mecz, bo przecież obie drużyny wciąż mogą awansować na mundial do RPA - mówi. Owszem, ale pomocnik reprezentacji Polski, oprócz tego, że wierzy do końca w korzystny obrót wydarzeń, to jednocześnie twardo stąpa po ziemi i twierdzi, że on i jego koledzy w Pradze i Chorzowie będą walczyć o dwa zwycięstwa i o to, by odzyskać twarz po poprzednich porażkach.

Świętej pamięci Kazimierz Górski zwykł mawiać, że w tej tak prostej przecież dyscyplinie sportu wszystko jest możliwe, że "dopóki piłka w grze...". I tego się trzymajmy. Najpierw w sobotę, a później - jeśli wciąż będzie szansa - w środę. Gdy cud się ziści, znów wszystko będzie w nogach naszych piłkarzy - na placu boju będą tylko oni i barażowy przeciwnik. I znów wszystko będzie możliwe...

Projekt współfinansowany przez Unię Europejską, ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
Tytuł projektu: "Rozwój mikroprzedsiębiorstwa z położeniem nacisku na stworzenie i wypromowanie portalu społeczno-informacyjnego, umożliwiającego użytkownikom tworzenie wątków wraz z opcją dyskusji"
Wartość projetku: 16o 6oo PLN, słownie: sto sześćdziesiąt tysięcy sześcset PLN
Wysokość dofinansowania: 99 791,73 PLN | Udział Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego: 84822,97 PLN | Udział Budżetu Państwa: 14968,76 PLN


NA SKRÓTY

Najważniejsze podstrony w serwisie

KONTAKT

Masz pytania? Służymy odpowiedzią

Projekt i wykonanie serwisu: © Virtual People Sp.zo.o.