OFICJALNY PARTNER


Sport przegrywa z nauką

autor: ewka, zredagował: admin, opublikowany: 08:50, 11.10.2009, czytany: 2563 razy

fot. i.dailymail.co.uk - Oscar Pistorius

Płeć, doping i sztuczne nogi. Kto by pomyślał, że mają ze sobą aż tyle wspólnego? Wszystkie trzy przysparzają coraz większych zmartwień działaczom sportowym i prowokują to samo pytanie: o co tak naprawdę chodzi w sporcie?

Restrykcje co do stosowania testosteronu, protez oraz startów mężczyzn w kobiecych dyscyplinach mają chronić sportowców przed nieuczciwą przewagą rywali. Niektórzy mówią, że zapobiegają one nienaturalnym ułatwieniom. Ta koncepcja głosi, że istotą sportu jest rywalizacja jednego człowieka z drugim, rozstrzygająca, kto jest obiektywnie najszybszy, najsilniejszy lub najzdolniejszy.

Ale sport już dawno wziął rozbrat z naturą. Choć bieganie boso obecnie znów staje się modne, nikt nie domaga się, by wszyscy sportsmeni występowali bez najnowocześniejszego obuwia. Nikt nawet nie liczy na to, że wszyscy będą używać tego samego typu butów. Można też darować sobie namawianie zespołów, żeby nie wykorzystywały w przygotowaniach sprzętu i technik dietetycznych rodem z NASA. FINA, która nadzoruje międzynarodowe zawody pływackie, niedawno zakazała kostiumów, które zwiększają "szybkość, wyporność lub wytrzymałość". To świadczy, że niektóre technologie w powszechnym uznaniu idą za daleko. Ale czemu innowacyjne kostiumy są zakazane, a innowacyjne gogle już nie?

Innymi słowy, skoro dopuszcza się mnóstwo "nienaturalnych" technologii, to jak uzasadnić regułę, że pałkarz w baseballu nie może brać syntetycznego testosteronu, by jeszcze lepiej machać? Jeżeli logika jest taka, że technologia nie powinna ingerować w ciało sportowca, to czemu Tiger Woods mógł poddać się operacji oczu LASIK? Dlaczego akceptowane są witaminy, szczepionki i koktajle proteinowe? W przypadku zastrzyków z testosteronu niektórzy podnoszą kwestię bezpieczeństwa. W porządku; sterydy bywają groźne. Ale w samym sporcie nie chodzi z zasady o bezpieczeństwo zawodników. Gdyby tak było, prawdopodobnie trzeba byłoby zakazać futbolu amerykańskiego i boksu.

Powyższy argument przeciw sterydom może jest i słuszny, ale bądźmy szczerzy – to nie on sprawia, że większość działaczy i fanów pomstuje na te specyfiki. Używanie sterydów nie tylko wydaje się ryzykowne czy nienaturalne, ale przekreśla równość szans.

Rozważmy więc koncepcję, że sednem sportu są właśnie równe szanse. To dlatego niektórzy z nas są zdania, że południowoafrykański sprinter Oscar Pistorius nie powinien biegać na swych protezach na igrzyskach olimpijskich. Argumentują oni, że sprężystość jego protez daje mu nieuczciwą przewagę.

Podobnie jest z Caster Semenyą z RPA, mistrzynią świata na 800 metrów, której płeć jest przedmiotem kontrowersji. Być może jej organizm jest po prostu zbyt męski, by można było jej pozwolić na rywalizację z kobietami. Niewykluczone, że produkuje zbyt wiele androgenów, owych "maskulinizujących" hormonów.

Ale komisja medyczna IAAF, organizacji nadzorującej światową lekkoatletykę, przyznaje, że poziom androgenów u kobiet bywa bardzo zróżnicowany. Co ciekawe, IAAF pozwala kobietom z guzem nadnerczy – które nieraz mają więcej androgenów niż przeciętny mężczyzna – rywalizować z innymi paniami. Poproszona o wytłumaczenie tej decyzji, IAAF nie odpowiedziała.

IAAF dopuszcza nawet do zawodów kobiety, które mają jądra, pod warunkiem, że nie posiadają zbyt wielu receptorów komórkowych wiążących produkowany przez organizm testosteron. Niska wrażliwość na androgen oznacza, że taka kobieta skorzysta tylko z części swojego testosteronu. Ile receptorów to za dużo? Tu IAAF również milczy.

Światowa Agencja Antydopingowa potwierdza, że dopuszcza pewne wyjątki, tak zwane zwolnienia ze względów terapeutycznych, w przypadku mężczyzn, którym uda się dowieść, że ich organizm produkuje zbyt mało testosteronu, a ich zdrowie jest przez to zagrożone. Dotyczy to także mężczyzn z układem chromosomów XXY – schorzeniem zwanym zespołem Klinefeltera – których jądra wytwarzają mniejszą niż przeciętną ilość testosteronu.

Każdy sportowiec, który udowodni, że ma "zbyt mało" testosteronu, może brać ten hormon, mimo że medyczne korzyści z podniesienia jego poziomu z niskiego do przeciętnego są wątpliwe. (Taki niedobór to nic w porównaniu z zagrożeniem poważną astmą, przy którym sportsmeni mogą brać leki mające zbawienny wpływ na wyniki).

Tak czy inaczej, fundamentalny problem nie tkwi w żadnych konkretnych zasadach dotyczących płci, dopingu czy protez – choć reguły te czasem wydają się nielogiczne. Podstawowy problem jest taki, że nauka przegoniła filozofię sportu.

Dzięki nauce wiemy obecnie dużo dokładniej, kto ma co w środku, na skutek czego pojawia się jeszcze więcej pytań o to, co jest uczciwe. Sportowiec z zespołem Klinefeltera może dziś udowodnić, że ma zaburzenie chromosomów i dostać pozwolenie na zastrzyk z testosteronu. Zawodniczka, która poczuje się oszukana, może domagać się od organizatorów, by zbadano komórki jej rywalek pod kątem męskich cech.

Co więcej, nauka umożliwia nam radykalną zmianę wyglądu naszego ciała. Apollo już nie jest bogiem, ale wygląda jak co trzeci facet na siłowni. Pistorius, który urodził się bez kości strzałkowych, nie jest już tylko osobą niepełnosprawną, ale także wybitnym biegaczem. A mimo to nasza filozofia sportu w dużej mierze się nie zmieniła i wciąż opiera się na mglistych zasadach w stylu "równości szans" i "naturalnej" przewagi. Jak takie staromodne, romantyczne ideały mogą przetrwać w starciu z obecną rzeczywistością?

Oficjele w świecie sportu bez dwóch zdań powinni poprosić najlepszych naukowców o opracowanie jasnych zasad weryfikacji płci oraz bardziej racjonalnej polityki zezwoleń na testosteron. Ale ci najwyżsi rangą decydenci muszą przede wszystkim osiągnąć konsensus w pewnej prostej kwestii – o co tak naprawdę w sporcie chodzi.

Alice Dreger jest profesorem bioetyki i humanistyki medycznej na Northwestern. Obecnie pisze książkę o nauce i polityce tożsamości.

 

 

http://wiadomosci.onet.pl/1577530,242,1,sport_przegrywa_z_nauka,kioskart.html

Projekt współfinansowany przez Unię Europejską, ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
Tytuł projektu: "Rozwój mikroprzedsiębiorstwa z położeniem nacisku na stworzenie i wypromowanie portalu społeczno-informacyjnego, umożliwiającego użytkownikom tworzenie wątków wraz z opcją dyskusji"
Wartość projetku: 16o 6oo PLN, słownie: sto sześćdziesiąt tysięcy sześcset PLN
Wysokość dofinansowania: 99 791,73 PLN | Udział Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego: 84822,97 PLN | Udział Budżetu Państwa: 14968,76 PLN


NA SKRÓTY

Najważniejsze podstrony w serwisie

KONTAKT

Masz pytania? Służymy odpowiedzią

Projekt i wykonanie serwisu: © Virtual People Sp.zo.o.