OFICJALNY PARTNER


Muzyka bez przeszłości

autor: ewka, zredagował: admin, opublikowany: 13:12, 05.11.2009, czytany: 1906 razy

Gazeta Wyborcza - Robert Sankowski

W dyskusji o ściąganiu muzyki z sieci umyka najważniejsze - gigantyczna zmiana kulturowa, która na naszych oczach wywraca do góry nogami nie tylko model biznesowy funkcjonowania rynku muzycznego, ale też sposób postrzegania muzyki

"Dostęp do muzyki jest dziś nieomal darmowy, natychmiastowy i nieograniczony. Nasz związek z muzyką zmienił się na zawsze" - napisał parę dni temu na stronach internetowych BBC John Harris.

Brytyjski krytyk muzyczny (pracował „New Musical Express”, „Select”, „Q” i paru książek analizujących muzyczne zjawiska z pogranicza muzyki rozrywkowej, popkultury i polityki), nie koncentruje się ani na internetowym piractwie, ani na przeżywającym kryzys przemyśle płytowym. Dużo bardziej interesują go kulturowe przemiany zachodzące równolegle ze związaną z internetem zmianą sposobu dystrybucji muzyki. - Mam prawie 40 lat - pisze Harris. - Gdy się ostatnio przeprowadzałem, pakując całą kolekcję CD do kartonowych pudełek, zdałem sobie sprawę, że w ogóle ich ostatnio nie potrzebuję. Codziennie używam darmowej aplikacji Spotify, która umożliwia mi słuchanie muzyki w internetowym streamingu. Mój gust muzyczny wciąż jest zakorzeniony w przeszłości. Aby być prawdziwym fanem zespołu sprzed lat, trzeba wykazać się sporym oddaniem i zaangażowaniem w zdobywaniu informacji - prawdę powiedziawszy, potrzebne do tego były też pieniądze. Tymczasem w ostatni weekend miałem okazję pogawędzić o muzyce z 16-latkiem i kompletnie odleciałem. Praktycznie bez kosztów i w zdumiewająco krótkim czasie chłopak stał się ekspertem kilku muzycznych gatunków. Nick Drake czy Dinosaur Jr - wiedział o tych wykonawcach tyle, co krytyk muzyczny. Mnie prawie 30 lat zajęło odkrycie niektórych z wykonawców, o których rozmawialiśmy. Nie wspominając o poznaniu ich dyskografii. Jak mówi jeden z moich kolegów po fachu: «Dziś nie ma już żadnej muzycznej przeszłości - jest tylko niekończąca się teraźniejszość ».

Świetnie rozumiem Harrisa, choć w Polsce nie weszliśmy jeszcze w to stadium internetowej rewolucji. Spotify jest u nas niedostępny. Serwis działa tylko w kilku europejskich krajach. Pomysł, na którym jest oparty - muzyka dostępna w streamingu albo za darmo w zamian za odsłuchiwanie reklam, albo za miesięczny abonament - na razie nie przynosi wymiernych zysków. Nie w konkretnej aplikacji jednak rzecz - chodzi o sposób funkcjonowania muzyki, która dzięki internetowi uwolniła się od starych struktur dystrybucji.

Nieomal nieograniczony i natychmiastowy dostęp do informacji, o którym wspomina Harris, ma bardzo poważne konsekwencje. Sposób dystrybucji plików muzycznych wpływa również na formę ich prezentacji ("do przeszłości odchodzą płyty wypełnione przez nijakie zapchajdziury, przygotujmy się na świat wypełniony przez pojedyncze, oderwane od nośników piosenki" - twierdzi Harris), sposób ich odbioru (koniec z domowym słuchaniem w skupieniu, muzyka dzięki internetowi, odtwarzaczowi plików cyfrowych i komórce może nam towarzyszyć dosłownie wszędzie, i to nie tylko w postaci przygotowanych przez nas wcześniej playlist, ale i zupełnych nowości ściąganych z sieci), oraz muzykę jako taką.

"Nieustająca teraźniejszość", którą przywołuje Harris, ma swoje odbicie w twórczości młodych wykonawców, dla których nie istnieją już nie tylko bariery gatunkowe, ale i czasowe - czerpią bez żadnych zahamowań zarówno z dokonań wykonawców bardzo odległych stylistycznie, jak i czasowo. Aby się o tym przekonać, wystarczy choćby posłuchać tegorocznych debiutów Florence And The Machine, White Lies czy The xx.

Internet zachwiał całą hierarchią wartości, wedle których przez kilka ostatnich pokoleń oceniane były zjawiska na scenie muzycznej.

Z internetu wylewa się ogrom nowej muzyki, ale razem z nim nie idą żadne porządkujące ją struktury. Poszukiwanie w tej masie zjawisk naprawdę interesujących odbywa się często po omacku, a narzędzia proponowane przez internet okazują się zawodne - wystarczy przyjrzeć się choćby listom "podobnych filmów" zamieszczonych na YouTube, aby przekonać się, jak absurdalnie daleko od punktu startu możemy wylądować ledwie po kilku kliknięciach myszką. W czasach nośników tradycyjnych obiektem kpin bywał brytyjski magazyn "New Musical Express", którego dziennikarze z dzikim entuzjazmem lansowali nowe gwiazdki niejednokrotnie znikające ze sceny po ledwie kilku miesiącach. W świecie, gdzie nie ma już wyrazistych hierarchii, a klasyka sprzed dziesięcioleci zrównała się znaczeniem z wczorajszymi debiutami, ich rolę w kreowaniu mód przejęli zwykli, choć naładowani zaczerpniętą z sieci wiedzą internauci.

Jak błędne potrafią być ich wybory, świadczą kariery internetowych gwiazdek, które po efektownym wejściu na scenę jedną czy dwoma piosenkami porażają miałkością, jakiej czasem nie serwowali nawet najgorsi wybrańcy trendsetterów z "NME". Internet może i przyniósł muzyce wolność, ale wszyscy - od artystów przez dziennikarzy po fanów - muszą się jeszcze nauczyć z niej korzystać.



Źródło: Gazeta Wyborcza
Projekt współfinansowany przez Unię Europejską, ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
Tytuł projektu: "Rozwój mikroprzedsiębiorstwa z położeniem nacisku na stworzenie i wypromowanie portalu społeczno-informacyjnego, umożliwiającego użytkownikom tworzenie wątków wraz z opcją dyskusji"
Wartość projetku: 16o 6oo PLN, słownie: sto sześćdziesiąt tysięcy sześcset PLN
Wysokość dofinansowania: 99 791,73 PLN | Udział Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego: 84822,97 PLN | Udział Budżetu Państwa: 14968,76 PLN


NA SKRÓTY

Najważniejsze podstrony w serwisie

KONTAKT

Masz pytania? Służymy odpowiedzią

Projekt i wykonanie serwisu: © Virtual People Sp.zo.o.